Maciej Machcewicz - z wykształcenia historyk i socjolog. Z zawodu dziennikarz. Z zamiłowania backpacker. Po czterech latach pracy w Polskim Radiu postanowiłem odejść i spróbować sił w programie Global Education Network of Young Europeans (GLEN), w ramach którego najbliższe trzy miesiące spędzę w Albanii, pracując dla organizacji Today for the Future. Tu zaś będę dzielił się moimi doświadczeniami i obserwacjami z pobytu w tym bałkańskim kraju. Të fala!
Mercedesy i mafia. To dwa pierwsze skojarzenia, jakie krążą w Polsce na temat Albanii. Wejście do Muzeum Narodowego w Tiranie na placu Skanderbega Najpierw rozprawię się z tym pierwszym. Owszem mercedesów na ulicach jest tu dużo. Ale dużo jest też BMW, Audi, Toyot. Sedany, hatchbacki, SUVy, pickupy. Pełen przekrój, tak samo jak w Warszawie. Może to tylko specyfika stolicy. Nie wiem, przekonam się wkrótce. Inna sprawa, że duża ich część to najnowsze modele i błyszczące limuzyny. Skąd w kraju, którego PKB wynosi 11 mld dolarów (dla porównania Polski to 469 mld), a średnia płaca wynosi 300 euro (mniej niż płaca minimalna w Polsce) tyle luksusowych aut? - W Albanii samochód to symbol prestiżu – tłumaczy Kledi – najważniejsza rzecz jaką posiada albańska rodzina. Mogą mieszkać w rozpadającej się ruderze, nie mieć żadnych oszczędności, nie być w stanie opłacić rachunków, ale przed domem zawsze musi stać błyszczące, wypolerowane auto. Bulwar Zhan D'ark - jedna z ...

Komentarze
Prześlij komentarz